No i lecimy dalej z tym naszym Road Tripem 2026, a dzisiaj mam dla Was coś, co sprawia, że nawet najtwardsi zawodnicy zaczynają mocniej ściskać oparcie fotela, bo przed nami Royal Gorge Bridge. I to nie jest po prostu spacer po moście, choć umówmy się – przejście po deskach zawieszonych prawie 300 metrów nad ziemią, gdzie pod stopami hula wiatr, to już jest wyzwanie dla psychiki. Ale my idziemy o krok dalej i wbijamy się w helikopter, żeby zobaczyć to wszystko z góry. Wyobraźcie sobie ten moment, kiedy maszyna odrywa się od ziemi, a pod nogami nagle robi się pusto i rzeka Arkansas na samym dole wygląda jak cienka, srebrna nitka, a ten potężny most zamienia się w małą zabawkę rzuconą między pionowe skały.
To jest właśnie ten moment, kiedy amerykańska skala uderza Cię prosto w twarz i nagle rozumiesz, dlaczego to się nazywa „Wild West”, bo te przestrzenie są po prostu nie do ogarnięcia wzrokiem, jeśli człowiek całe życie widział tylko nasze europejskie góry. Z kabiny helikoptera świat wygląda zupełnie inaczej, czujesz się jak mrówka, a jednocześnie masz taką dawkę adrenaliny, że zapominasz o Bożym świecie. To tutaj, wisząc nad tym gigantycznym kanionem, buduje się ta najlepsza energia w grupie, bo jak już wylądujemy, to każdy ma oczy jak pięciozłotówki i nikt nie może przestać gadać o tym, co właśnie zobaczył.
Słuchajcie, to jest jeden z tych punktów wycieczki, który zostaje pod kopułą do końca życia i o którym będziecie opowiadać wnukom przy kominku. Jeśli chcecie przeżyć to ze mną i poczuć ten amerykański „road trip spirit” na własnej skórze, to nie ma co zwlekać. Mamy jeszcze kilka wolnych miejsc na kwiecień i wrzesień 2026, więc jak chcesz dołączyć do ekipy i zamiast oglądać to na Reelsach po prostu tam być – pisz do mnie wiadomość prywatną, a podeślę Ci konkretny plan i koszty.
Kto by się odważył wsiąść do tego śmigła, a kto wolałby zostać na dole i pilnować aut?
Autor: Piotr Trafalski
Komentarz (0)