Wskakujemy na rowery i ruszamy przed siebie. Zapomnijcie o głównych drogach – nasza trasa prowadzi przez malownicze wioski, pola ryżowe i lokalne cmentarze, które wyrastają prosto z zieleni. Nasz cel? Wioska rybacka Van Lang ukryta w gęstym lesie kokosowym. Kiedyś to miejsce dawało schronienie żołnierzom podczas wojny, dziś karmi najlepszymi owocami morza w regionie.

Nie będziemy tam tylko turystami. Pan Han, którego rodzina mieszka tu od trzech pokoleń, ugości nas herbatą i pokaże, jak wygląda prawdziwe życie na prowincji.

  • Przesiadamy się do tradycyjnych łodzi i pod okiem lokalsów sprawdzamy, czy mamy dryg do wietnamskich technik łowienia ryb.
  • Razem z rodziną pana Hana przygotujemy lunch. Na stole wylądują klasyki: chrupiące sajgonki i legendarne naleśniki Banh Xeo.
  • Zanim ruszymy dalej, czeka nas tradycyjna kąpiel stóp w leczniczych ziołach. Po kilometrach na rowerze – zasłużone złoto.

Później wracamy do samego Hoi An. To miasto to absolutna perła UNESCO. Niskie domy z żółtymi fasadami, Japoński Most i pagody tworzą klimat, którego nie da się podrobić. Ale my nie zamierzamy tylko patrzeć.

Hoi An to światowa stolica krawiectwa. Odwiedzimy jeden z renomowanych zakładów, gdzie możecie sprawić sobie ciuch szyty na miarę. Wybierasz materiał, fason, a lokalni mistrzowie igły robią magię w tempie, które zawstydza europejskie sieciówki.

Wieczory w Hoi An to już czysty mistycyzm:

  1. Wypływamy łodziami na rzekę Thu Bon, by puścić lampiony. Widok tysięcy migoczących świateł na wodzie robi potężne wrażenie.
  2. Na deser dostaniecie widowisko, które zdejmuje buty. Setki artystów, rozmach godny otwarcia igrzysk i historia miasta opowiedziana tańcem i światłem.

To są właśnie te momenty, dla których warto ruszyć się z kanapy.

Dla przypomnienia: Lecimy w kameralnej ekipie (maks. 14 osób).

  • Terminy: Grudzień 2026 i kwiecień 2027.
  • Akcja: Chcesz poznać koszty i pełny plan? Pisz priv, podeślę szczegóły.

Pytanie do Was: Wolelibyście wrócić z wyprawy ze wspomnieniem własnoręcznie złowionej ryby czy z garniturem/sukienką uszytą na miarę w jeden dzień? Ja biorę oba, bo w tej podróży nie wybieramy półśrodków!

 

Autor: Piotr w podróży