Zmieniamy scenerię i tempo – po bangkockim chaosie ruszamy w stronę Wietnamu, gdzie czeka nas nasz kolejny przystanek: Da Nang i magiczne Hoi An. Zamiast lśniących wieżowców mamy setki kolorowych lampionów i architekturę, która pamięta wieki wstecz. Zaczynamy od wspólnego wejścia w to miasto i kolacji, która pozwoli nam poczuć autentyczny, lokalny vibe, ale to, co najmocniejsze, czeka nas wysoko nad ziemią.
Wjeżdżamy najdłuższą kolejką linową prosto na wzgórze Ba Na, by stanąć na słynnym Złotym Moście. Widok tych gigantycznych, kamiennych dłoni trzymających kładkę w chmurach to absolutny konkret – żadne zdjęcia tego nie oddają. Przejdziemy przez ogrody Le Jardin d’Amour i francuską wioskę na samym szczycie góry Chua, zaglądając do pagody Ling Ung po dawkę mistycyzmu. Ale nie dajcie się zwieść temu spokojowi.
Zaraz potem uderzamy do Fantasy Park, gdzie kończy się grzeczne zwiedzanie. Wieża swobodnego spadania, Dom Horroru, wyprawa do podziemi i Park Jurajski – to jest ten miks skrajności, który tak bardzo lubię. Wieczorem wracamy do Hoi An na wspólną zabawę, bo ta wyprawa to przede wszystkim ludzie i wspomnienia.
Ekipa: Tylko 14 osób – zero masówki, tylko konkret.
Terminy: Grudzień 2026 i kwiecień 2027.
Plan: Pisz na priv, jeśli chcesz dostać pełną rozpiskę i koszty.
Pytanie do Was: Wolicie chillout w ogrodach i pagodach, czy jednak ciągnie Was adrenalina na wieży swobodnego spadania? Ja biorę oba, bo Wietnam bez tych kontrastów po prostu nie istnieje!

Komentarz (0)